Command & Conquer Renegade
- Recenzja gry

Zanim przejdziemy do części właściwej. Cóż... Ja na FPP-kach się za bardzo nie znam, ale nowe dziecko panów z USA warte jest skrobnięcia paru dziesięciu zdań. Dlatego tą nietypową recenzję napisałem razem z Wonskim (to jest świr jeśli biega o shootery). Moja persona ograniczy się więc do akapitów związanych ze światem C&C a ten drugi weźmie na swoje wątłe bary część poświęconą AI wrogów, grafikę, spluwy itp...

Renegade wywołał dość dużo szumu gdzieś w 2000 roku gdy Westwood ogłosił, że zamierza stworzyć grę FPP (!!!) której akcja toczyłaby się w realiach świata pierwszego Command & Conquer. Dla fanów wieść ta była dość sporym zaskoczeniem gdyż ludzie odpowiedzialni za takie klasyki w historii RTS - ów jak Dune II czy C&C Red Alert nigdy nie brali się za strzelanki. Toteż ten ,,eksperyment" stał się wielką ciekawostką dla maniaków mojego pokroju, którzy wychowali się na strategiach C&C.

Przez następne dwa lata w zasadzie nic nie słyszano o tym projekcie oprócz tego, że jest. W tym czasie podopieczni Electronic Arts zdążyli wydać na świat kontynuację Red Alerta z dodatkiem oraz Emperor Battle For Dune (kolejna gierka mająca być siquelem i zarazem próbą zmartwychwstania opowieści o wojnach na planecie Arrakis - czyt.: potrzeba zdobycia forsy). Zaś jeśli biegało o First Person Shootera to w internecie pojawiało się tylko od czasu do czasu klika nowych screanów. Lecz jednak mniej więcej w maju 2002 w końcu światło dzienne ujrzał ,,Renegat". Szczerze mówiąc to jeśli początkowo byłem nastawiony dość sceptycznie do tego przedsięwzięcia to po zagraniu muszę przyznać, że sam pomysł był trafiony w setkę (bezalkoholowej śmietanki oczywiście).

Gra przeznaczona jest dla tych co kierując swych żołnierzy GDI aby walczyć ze złem marzyli o tym jakby to było samemu znaleźć się w samym sercu bitwy. Dla tych co śnili o prowadzeniu potężnego Mamuta (dla niewtajemniczonych - Mamut to takie wielkie bydle z dwoma lufami co dumnie nazwano czołgiem) lub mediumtank-a. Dla fantastów wyobrażających sobie siebie jako dzielnego bohatera wysyłających do lepszego świata w pojedynkę legiony żołnierzy Kane - a. Inaczej pisząc miodzio! A teraz zamknijcie oczka i doprowadźcie swój umysł do stanu gdzie nazywasz się Nick ,,Havoc" Parker i jesteś elitarnym komandosem GDI. Twoi przełożeni wydali Ci rozkaz abyś działał jako dywersant na tyłach i przodach wroga oraz uratował kilku naukowców porwanych przez odziały bractwa. Przy tym niszcząc arsenał oraz doprowadzając do ruiny budynki przeciwnika. To jest właśnie tak zwana fabuła. Niby zwyczajna, powtarzająca się przez dziesiątki strzelanek, ale w swej prostocie wręcz piękna i magiczna dzięki czarowi co się zwie Command & Conquer.

Jak już wspominałem akcja gry dzieje się podczas pierwszej wojny tyberiańskiej. Spotkamy więc starych znajomych jak Chemical Warriors, oficerów NOD lub panów z miotaczami ognia (Aż się łezka w oku kręci - chlip :-) jak i ,,nowych" genetycznie zmutowanych ludzie za sprawą tiberium (co z resztą jest pomyłką! Mutanci pojawili się dopiero w Tiberian Sun). Także pojazdy, które notabene możemy przejmować i bawić się rozwalając struktury NOD-u nie zostały zapomniane. Czyli wszelkiego rodzaju czołgi (w tym wspomniany wcześniej mamut), pojazdy lekkie lub nawet żniwiarki(!) są na porządku dziennym podczas akcji w Renegade.

Może zajmę się teraz stroną techniczną. Jeśli chodzi o mnie to ta sprawa nie jest zbyt ciekawa. Przede wszystkim zauważa się brak filmików z żywymi aktorami. Te stworzone na wyrenderowanym silniku gry się po prosu nie sprawdziły. Nie oddają takiego klimatu jaki miały RTS-owskie poprzedniczki. Nie sprawiają, że idziesz z pieśnią na ustach unicestwiając kolejnych członków bractwa. Cóż mimo tak dużego braku tak dużego braku nadal ma się ochotę strzelać do hord wroga, ale to już nie to. Muzyka (choć dużo to tam jej nie ma) też nie pozostawia po sobie śladu w uszach i jest co tu dużo się rozpisywać marna. Po pierwsze nie jest jakby skoordynowana z tym co się dzieje w grze. Po drugo jest strasznie monotonna i powtarza się co jakieś dwie minuty ta sama melodyjka. Jedynym plusem są dźwięki wybuchów i strzałów - całkiem niezłe.

Multiplayer jednak to majstersztyk. Od razu widać, że robili go ojcowie RTS-ów. Jedynym mankamentem jest fakt, że musi być dość dużo ludzi (czyli o walki na lanie w kawiarence nie ma co liczyć). W tedy każdy bierze sobie jakąś profesję. Akcja w multi niczym specjalnym się nie różni od tego co działo się w wersjach strategicznych. Nadal budujesz bazę, zbierasz złoża tiberium i jednocześnie starasz się zniszczyć bazę wroga. A To wszystko jest w perspektywie pierwszej osoby!!!

Renegade jest produktem niezwykłym. Choć wystawił fanów serii na ciężką próbę i o mało co nie zniszczył kultu z pewnością zasłużył na uwagę. Dzięki niemu być może najbardziej zadeklarowani FPP-owcy sięgną po starego dobrego Tiberian Sun lub Red Alerta i skosztują co to jest prawdziwa GRA!

  • Plusy:
    • -- Dobrze odwzorowane realia C&C
    • -- spotkacie starych znajomych
    • -- coś nowego
    • -- przejmowanie pojazdów
    • -- Świetny multi
  • Minusy:
    • -- brak żywych aktorów
    • -- MUZYKA!!!