Commandos:
Behind Enemy Lines
- Recenzja gry

Gra Commandos: Behind Enemy Lines, która pokazała, iż na RTS’y można mieć również nieco inne spojrzenie. Produkt wcześniej mało znanego studia developerskiego Pyro był prawdziwym objawieniem w roku 1998, kiedy to ukazała się gra. Również i teraz Komandosi mają wielu zwolenników. Przyjrzyjmy się, zatem nieco bliżej tej grze.

Akcja Commandos: Behind Enemy Lines osadzona została w czasie II wojny światowej z wiernym odwzorowaniem realiów panujących w przeciągu lat trwania wojny. W grze wcielamy się w rolę elitarnego oddziału komandosów, walczących na niemieckim froncie.
Fabuła to nic innego jak odwzorowanie faktów historycznych, w których możemy aktywnie uczestniczyć dzięki poczynaniom naszych specjalistów z oddziału. W grze mamy do rozegrania 20 misji i właśnie w tym momencie zaczyna się to, czym gra tak wszystkich zaskoczyła. Misje są jak już wspomniałem we wstępie odskocznią od schematów gatunku.
W tej grze nic nie budujemy, nie wydobywamy surowców i nie prowadzimy walk atakując dziesiątkami naszych jednostek. Za pomocą oddziału (początkowo trzech komandosów, oczywiście później przybywają nowi ludzie) musimy wykonywać zlecone nam zadania. Czyni to grę naprawdę bardzo interesującą. Głównym elementem, na jakim trzeba się skupiać w Commandos: Behind Enemy Lines jest taktyka i bardzo dokładne zaplanowanie każdego ruchu. O ile pierwszą misję da się przejść w kilka minut, to już druga sprawia dużo większe problemy, a muszę przyznać, że z każdą kolejną misją robi się coraz ciekawej (czyt. trudniej).

Kariera bohatera

Zanim zaczniemy dokonywać bohaterskich czynów na frontach II wojny światowej musimy się pewnych rzeczy nauczyć i odpowiednio przygotować do prawdziwej walki. Właśnie temu służy przygotowany w grze tutorial, który poprowadzi nas przez szereg misji mających na celu doszlifowanie naszych umiejętności.
Trening oferuje zarówno misje, w których będziemy aktywnie uczestniczyć, jak i krótkie filmy pokazujące poszczególne elementy rozgrywki. Jest ich w sumie siedem, sześć ukazuje nam unikalne umiejętności wybranych komandosów, natomiast siódmy, to urywek rozgrywki z udziałem nie jednego żołnierza, a całego oddziału. Prócz krótkich materiałów filmowych są również wspomniane wcześniej misje treningowe. Jest ich sześć. Każda daje nam możliwość nauczenia się „posługiwania” jednym z komandosów.
Musimy wykonać zadanie przedostając się przez poligon, wszystko odbywa się tak jak w normalnej grze, z tym, że na treningu sterowana przez nas postać jest nieśmiertelna. Kolejną wartą uwagi rzeczą jest fakt awansowania gracza na coraz wyższe stopnie. Oczywiście każdy awans zależy od kilku czynników.
Najistotniejszym jest czas spędzony przy danej misji. Im jest krótszy, tym mamy szanse osiągnąć wyższą rangę, dodatkowo przy awansie liczy się również stan zdrowia naszego oddziału. Im mniej ran odnieśli nasi komandosi tym wynik jest lepszy. Gdy już efektywnie zakończymy szkolenie zaczyna się prawdziwa gra, którą poprzedza odprawa. Ta ma na celu zaznajomienie nas z okolicznościami misji.
Dodatkowo po zapoznaniu się z ekranem, gdzie omówiona jest sytuacja dotycząca misji, oficer z angielskim akcentem ;) (przyjemnie się go słucha) zaznajamia nas z terenem rozgrywki dając przy tym sporo cennych wskazówek dotyczących zarówno celów ataku jak i założeń taktycznych.

My! Komandosi!

Podczas gry będziemy mieli możliwość wykorzystywania umiejętności grupy składającej się z 6 komandosów. Każda z postaci jest indywidualnością i posiada odmienne wyszkolenie. Tak, więc spotkamy w grze m.in. postać z elitarnego oddziału zielonych beretów, specjalistę od walki w zwarciu, będzie również, sniper, saper czy szpieg, którego umiejętności bardzo się przydają, szczególnie w tych misjach, gdzie musimy przejść obok wroga niezauważeni. Podczas niektórych etapów pojawią się również pilot oraz płetwonurek.
Jak wcześniej wspomniałem, każda postać to odmienne umiejętności, które stanowią oprócz taktyki podstawę rozgrywki. Umiejętności każdego z żołnierzy są tak przygotowane, aby się miedzy sobą uzupełniały, przez co podczas misji trzeba również zadbać o to, aby nikt z naszej grupy nie zginął, w większości przypadków oznaczałoby to konieczność załadowana gry od nowa. Nasze działania to przede wszystkim cicha walka na tyłach wroga.
Tutaj mamy pełne pole popisu umiejętności naszych komandosów. Aby rozgrywka ta nie sprawiała trudności i pozwała się skupiać na taktyce i planowaniu akcji niezbędny jest przejrzysty i łatwy w obsłudze interface. W Commandos: Behind Enemy Lines ten element został przygotowany bardzo dobrze, praktycznie od pierwszych minut wiadomo, co i jak. Interface składa się z dwóch części, pierwsza to panel po prawej stronie ekranu, na którym znajdują się opcje służące do kierowania poczynaniami każdego z członków oddziału. Mamy tu dostępny wizerunek plecaka, gdzie znajdują się poszczególne umiejętności wybranej postaci. Również na tym samym panelu dostępna jest opcja mapki, która daje dokładne rozeznanie w terenie.
Drugą cześć interface’u buduje panel w górnej części ekranu. Tam możemy zarządzać naszym oddziałem oraz skorzystać z kilku bardzo przydatnych opcji jak np. ustawienie w interesującym nas miejscu kamerki, która będzie przez cały czas dawała podgląd wybranej okolicy. Innym przydatnym zastosowaniem jest możliwość sprawdzenia zasięgu wzroku wybranej jednostki przeciwnika, bardzo przydatna opcja, szczególnie przy sporej liczbie niemieckich żołnierzy. Krótko mówiąc interface gry jest dużym plusem dzięki prostocie jego obsługi oraz estetycznej i wygodnej budowie.

Na polu walki

Wszystkie 20 misji będziemy prowadzić mając podgląd pola walki ukazanego w rzucie izometrycznym. Grafika w Commandos’ach ciągle mimo upływu już długiego czasu od premiery prezentuje niezły poziom. Co prawda w epoce takich gier jak np. Silent Strom oprawa graficzna "Commandos: Behind Enemy Lines" jest o kilka klas gorsza. Jest jednak wiele zalet tej już nieco archaicznej oprawy. Otóż nie można mieć zastrzeżeń, co do jej czytelności, i efektywności przejawiającej się chociażby w planowaniu taktyki ataku.
Dzięki umieszczonej wysoko kamerze mamy dokładny podgląd otoczenia, co skutkuje wyłącznie na naszą korzyść. Twórcy gry udostępnili również opcję zoom’u, dzięki czemu mamy możliwość przybliżenia widoku, co niestety niesie ze sobą nic innego jak pikselozę. W moim wypadku opcja zoom była wykorzystywana tylko sporadycznie, kiedy chciałem zobaczyć np. efektowne ataki z nożem w wykonaniu Green Beret’a. Nie można również zapomnieć o dokładnym odwzorowaniu realiów II wojny światowej.
Wszyscy żołnierze przeciwnika ubrani zostali w realistycznie prezentujące się mundury, tak samo jest też z teksturami na pojazdach oraz budynkach. Dzięki szczegółowości odwzorowania otoczenia ma się jeszcze większą przyjemność uczestniczenia w działaniach komandosów. Podobnie rzecz się ma z oprawą audio. Ta również trzyma się całkiem nieźle. Dźwięki, które będziemy mieli możliwość usłyszeć podczas misji pozwalają odczuć ich realne odpowiedniki.
Wszelkie wystrzały, odgłosy pojazdów, czy kwestie zarówno postaci z oddziału jak i wrogich jednostek tworzą ciekawy, wojenny klimat gry. Muzyka nie przeszkadza w grze, co jest bardzo ważne i oczywiście odpowiednio buduje atmosferę. Kolejnym elementem, który pozwala na ciekawszą zabawę jest AI przeciwników. Na pewno nie mamy tu do czynienia z wrogiem, który nie myśli i pcha się pod lufę. Wręcz przeciwnie.
Niemieccy żołnierze potrafią zaskoczyć naszych komandosów np. wzywaniem pomocy. Dlatego po unicestwieniu wroga warto skorzystać z umiejętności, jaką oferuje zielony beret, mianowicie przenoszenia przedmiotów, w tym ciał. Gdy przeciwnik zauważy martwego partnera od razu alarmuje swoich kompanów o zajściu i dla naszej grupki zaczynają się w tym momencie kłopoty. Wszystkich jednostek wroga jest w grze około 40 łącznie z pojazdami. Na pewno podczas gry nie możemy liczyć na bardziej spektakularne akcje typu: pójdę sam i załatwię wszystkich. Tą drogą zajdziemy, co najwyżej do ekranu ponownego wczytania gry. Dzięki dosyć sprawnie przygotowanej sztucznej inteligencji musimy nieco wysilić szare komórki. Wspomnę jeszcze słówko o samych misjach, gdyż te zasługują na wzmiankę. Jest ich w sumie 20, a każda zdaje się być trudniejsza od poprzedniej, niby stan rzeczy jak najbardziej zrozumiały, jednak momentami to, co w danym etapie zobaczymy potrafi przerazić. Chodzi mi o ogromną przewagę liczebną wroga w każdej z misji. Można by rzec, że to jest po prostu nie do przejścia.
W tym miejscu zaprzeczę temu stwierdzeniu, gdyż całe piękno tej gry tkwi w tym, że nawet piętnastokrotną przewagę liczebną możemy tu pokonać dzięki taktyce i cierpliwości, bo ta będzie nam potrzebna podczas gry. Mnie rozgrywka w "Commandos: Behind Enemy Lines" podoba się za każdym razem tak samo, gdyż tu nie ma jednej określonej taktyki. Za każdym podejściem do misji można spróbować czegoś nowego i chwała twórcom za to, że właśnie w ten sposób zaprojektowali tą grę. Dodatkowym smaczkiem w Commandos’ach jest niewątpliwie tryb gry w sieci, który znacznie przedłuża żywotność tytułu, a w pojedynkach sieciowych między żywymi oficerami gra jest naprawdę przednia.

W chwale zwycięstwa!

O Commandos’ach można by jeszcze długo dyskutować, bo nic nie zaprzeczy temu, że jest to gra wyborna, która pozwoliła w późniejszym czasie zaistnieć takim tytułom jak Desparados, Robin Hood czy ostatnio zbliżone założeniami Chicago, wszystkie te gry czerpały pełnymi garściami z niezapomnianych, będących kamieniem milowym wśród strategii Commandos’ów. Mimo, iż gra ma już swoje lata, można by rzec, patrząc z perspektywy coraz szybciej rozwijającej się branży, że to już staruszek, chciałoby się jednak więcej takich „staruszków” w obecnych czasach, gdzie mamy do czynienia z nawałnicą sequeli, oryginalnych gier, wnoszących do danego gatunku nowinki trudno się dziś doszukać pośród wielkich komercyjnych produkcji potentatów branży.
Commandos: Behind Enemy Lines była i jest grą, z której należy czerpać to co najlepsze - ogromną grywalność, jaką ten tytuł oferuje. Jest to jedna z tych gier, które są niezapomniane przez graczy, powiedziałbym nawet ponadczasowe, a za razem wprowadziły do swojego gatunku rewolucyjne zmiany. Patrząc na Commandos’ów z perspektywy czasu, można doszukać się jednego stwierdzenia, że jest to tytuł ciągle na topie! Za całokształt tej produkcji oraz za to, co wniosła do gatunku Commandos: Behind Enemy Lines dostaje ode mnie w pełni zasłużoną dziesiątkę! Oby więcej podobnych produkcji, prezentujących zbliżoną klasę do hitu, jakim było i jest "Commandos: Behind Enemy Lines" pojawiało się na rynku strategii, tego sobie i wam życzę.

  • Plusy:
    • Grywalność!!!
    • Dużo taktyki i kombinowania, mniej strzelaniny
    • Wspaniały klimat
    • Całokształt gry
  • Minusy:
    • Piksele przy zoom’ie;
    • Inne? Jeżeli nawet są, to nie przeszkadzają przy ogólnym zarysie gry.